ZBIGNIEW BONIEK – 25.07.2010

Dziś najważniejszy wywiad filmu, do którego przygotowywałem się od kilku dni – rozmowa ze Zbigniewem Bońkiem.

Po mundialu w Hiszpanii, jako kilkuletni chłopiec zamarzyłem, żeby być jak Boniek. Zacząłem trenować piłkę w klubie na Agrykoli pod opieką trenera Rudolfa Kapery. Z mojego grania zbyt wiele nie wyszło, ale w jakiś sposób spełniam dziś moje wielkie marzenie – poznanie legendarnego Zibiego. Boniek jest punktualny, na stadion przy Konwiktorskiej przyjeżdża wynajętym mercedesem. Jest elegancki, w koszuli szytej na miarę, z inicjałami „ZB” wyhaftowanymi na piersi.

Na początek obejrzymy fragmenty meczów z Hiszpanii. Siadamy. Jest upał, jakieś 30 stopni. Za moimi plecami dziesięć osób ekipy. Petro Aleksowski (operator) długo poprawia ekrany wyciemniające twarz Bońka. Zaczynamy od filmowego przypomnienia najważniejszych akcji mundialu. „To niech pan przewinie, widziałem sto razy” – mówi przy migawkach ze spotkania z Belgią. Po pierwszym pytaniu czuję, że puszcza tama i rozmowa już płynie. Boniek reaguje żywo, podrzuca anegdoty.

Półtorej godziny mija błyskawicznie. Kończymy w doskonałych nastrojach. Po wyłączeniu kamer „Zibi” zasypuje nas jeszcze chwilę anegdotami na temat PZPN-u sprzed 30 lat, spotkań piłkarzy z przedstawicielami Solidarności w okresie posierpniowych dyskusji na temat polskiego sportu. Tak jak wielu piłkarzy Boniek miał wówczas kilka etatów w łódzkich zakładach pracy. Związkowców drażniło zatrudnianie zawodników przez wielkie zakłady, dlatego próbowali zmienić sposób ich utrzymywania.

Jednak, gdy jako kibice zasiadali na trybunach, domagali się od sportowców wyników, goli i rekordów. Odprowadzam Zbigniewa Bońka do auta i proszę o jeszcze jedno spotkanie. Nie wiem, jaką mam minę, ale Zibi uspokaja i zgadza się na kolejny wywiad.

Espania Mundial

http://mundial82.pl