JÓZIO – PAŹDZIERNIK 2010

Był idolem moich rówieśników.

Każdy bramkarz podwórkowej ligi nosił jego nazwisko.

Józef Młynarczyk bronił w kilkudziesięciu spotkaniach reprezentacji, a obecność w szeregach biało-czerwonych po raz pierwszy bardzo wyraźnie zaznaczył właśnie na Mundialu ’82. Był też bohaterem najgłośniejszej afery piłkarskiej lat osiemdziesiątych, zwanej „aferą na Okęciu”. Nie chodzi jednak o sensację – po prostu nie sposób wyobrazić sobie ten filmu bez niego. Kiedy udało mi się z nim skontaktować, chętnie zgodził się na spotkanie w Łodzi. Jeden z najsłynniejszych polskich bramkarzy prowadzi dziś firmę spedycyjną i nie ma czasu na podróże, zaprasza więc do siebie, do Łodzi. Spotykamy się w kawiarni hotelu Centrum. Józef Młynarczyk w dżinsach i ciasnej skórzanej kurtce wygląda jak kaskader. Zaczynam rozmowę od najtrudniejszego tematu, czyli od afery. Pan Józef przechyla się na krześle do tyłu i zasłania się rękami. „Jeśli o tym, to już możemy się pożegnać”. Nie dziwię się. Ówczesna praca chciała Młynarczyka pożreć żywcem. Należał wtedy do głośnej „bandy czworga” i „buntowników”. To z jego powodu piłkarze Boniek, Terlecki i Żmuda zatrzymali odlot drużyny do Włoch, na mecz eliminacyjny z Maltą. Uspokajam i tłumaczę, że na aferę, bez względu na to, co było jej bezpośrednią przyczyną, patrzę oczami Stefana Szczepłka, który widzi w aferze wielką manipulację ówczesnych władz piłkarskich (z biegiem czasu zetknę się nawet z opinią, że afera miała na celu zamianę na trenerskim stołku). Stefan Szczepłek jest zresztą autorem świetnego wywiadu-rzeki z polskim bramkarzem. Panowie poznali się i chyba polubili, bo pozwala sobie o nim mówić „Józio” – tak jak niegdyś wszyscy zawodnicy reprezentacji. Pan Józef się uspokaja i opowiada z przejęciem o stanie wojennym, zaczepkach ze strony milicjantów i rewizji w czasie stanu wojennego. Jeśli wywiad będzie przebiegał tak, jak nasza rozmowa, nie ma się czego obawiać

Comments are closed.